Menu Zamknij

Czy Wygodne Życie, To Takie Którego Naprawdę Chcesz?

Ahh ta wygoda…

Wg Słownika Języka Polskiego „wygoda” to wszystko co ułatwia wykonywanie jakichś czynności. Brzmi kusząco, prawda? Łatwiej, czyli zapewne szybciej, mniejszym wysiłkiem i przyjemniej. Ale… Czy zawsze musi być jakieś „ale”?! Jakie wygoda przynosi konsekwencje w dalszej przyszłości i to czy są one pozytywne czy negatywne w naszym indywidualnym przypadku, dopiero potwierdza wygodę „wygody”. Tylko taka wygoda, która w dłuższej perspektywie czasu nie spowoduje „niewygody” może być według mnie tak postrzegana.

Wyobraź sobie, czy za kilka miesięcy lub lat, korzystanie z danego ułatwienia, przyniesie rzeczywiście jedynie (lub w przeważającej większości) pozytywne skutki. Czy możesz bez opamiętania z niego korzystać, czy może należy bardzo ostrożnie podchodzić do nowego udogodnienia.

Świat „skrajnej wygody”

Współczesne „skrajnie wygodne” życie, gdzie nawet super trening aerobowy, jakim było odkurzanie, został zastąpiony w wielu domach przez robota, wymaga żebyśmy ruszali się w sposób dedykowany. Musimy zabrać adidasy i spodenki, zapłacić za wejście do klubu czy spotkanie z trenerem, kupić rakietę do squasha czy namówić partnera treningowego do gry w tenisa. Jesteśmy zmuszeni, jako jedyne zwierzęta do rozciągania (zamiast wystarczającego tym „mniej rozwiniętym” – przeciągania).

Nie bez przyczyny wygodne życie wzięłam powyżej w cudzysłów. Dlaczego? Gdyż za tę wygodę płacimy bardzo wysoką cenę- tracimy zdrowie i sprawność, czego efektem jest również nieatrakcyjne ciało. Po pewnym czasie nie jest już nam tak wygodnie. Dyskomfort, a czasami nawet ból zwracają naszą uwagę, nie mamy ochoty, nie mamy siły na nic, jesteśmy w permanentnym stresie. To odpowiedź naszego ciała i psychiki na brak homeostazy. Są to wyłącznie efekty

  • naszego zaniedbania,
  • objawy naszego „nie chce mi się” i „nie mam na to czasu”,
  • wskaźniki braku motywacji („bo skąd ją brać?!” – o tym napiszę w kolejnym artykule 😊).

Próby kompensacji

Wygodne życie doprowadziło do tego, że zapomnieliśmy o swoim ciele. Nie korzystamy z jego funkcji, bo dawno je utraciło (spokojnie, możesz je wciąż odzyskać!). Wieszamy na nim wiele ozdób, płacimy krocie za modne ubrania, upiększamy się w salonach kosmetycznych, a gdy stajemy nago przed lustrem widzimy wszystko i zawstydzeni odwracamy wzrok, inwestując jeszcze więcej pieniędzy w „ozdoby”. Gdy ciało zaczyna boleć, dopiero wtedy zwraca naszą uwagę, krzyczy do nas, woła o pomoc, o zainteresowanie, o prawdziwe zadbanie.

Innowacje, które ułatwiają nam współczesne życie (a my korzystamy z nich zbyt dużo, zbyt często, zbyt bezkrytycznie) mają ogromny wpływ na wszystkie cechy motoryczne naszego ciała, na to jak się czuje, jak wygląda, czy choruje, czy boli.

Subiektywna lista „podziękowań” 🙂

Do czego nas to prowadzi?

Na pewno odczuwasz w mniejszym lub większym stopniu tego konsekwencje:

  • permanentne zmęczenie,
  • nadwaga lub już otyłość,
  • choroby dietozależne (które są ściśle skorelowane z brakiem ruchu),
  • narastający ból pleców…

Nie chciałabym sama dla siebie i swoich bliskich, dlatego również Ciebie nie namawiam do życia jak Ben (grany prze wspaniałego Viggo Mortensena) i jego rodzina w filmie „Captain fantastic” – z dala od cywilizacji, w warunkach zbliżonych do tych, w których żyli ludzie setki lat temu.

Jestem jednak przykładem, więc mogę być również zwolenniczką używania wszelkich zdobyczy cywilizacyjnych w rozsądny sposób, czyli w ograniczonej ilości, nie zapominając o tym, że mają nam wyłącznie ułatwić życie (pomóc w wykonywaniu pracy, czasami przynieść rozrywkę, edukować, komunikować z innymi) być gdzieś obok, jako suplement, a nie stawać się życiem bez którego nie istniejemy.

A teraz zrób coś z tym!

Pora wrócić do mojej zawodowej misji, jaką jest promocja zdrowego, zbilansowanego, bogatego  w ruch i (głównie) w dobre jedzenie życia.

Muszę przyznać, że w wielu przypadkach, ograniczenie pracy przy komputerze nie jest proste (lub możliwe). Rozumiem, że większość Waszych obowiązków wykonywana jest przy jego użyciu.

Jest to jednak wyłączenie sprytna wymówka, ponieważ nikt nie może zabronić Wam wstawania, przeciągania się, przewietrzenia biura, a nawet krótkiego spaceru wokół budynku. Niestety zbyt mało z nas z tego korzysta. Odkładamy to na później, po pracy… a kiedy jesteśmy „wolni”, nie mamy siły i ochoty na spacer czy ćwiczenia. Dlaczego? Bo praca siedząca bardzo męczy, zarówno nasze ciało jak i psychikę. To „normalne”, że nie macie siły i ochoty na aktywność po takim biernym „wysiłku”. Kolejnego dnia robicie dokładnie to samo i nakręcacie błędne koło.

Ruszaj się!

Doba ma 24h. Jeśli przyjmiemy, że przeciętny człowiek pracuje 8h, śpi 8h, to pozostałe 8h jest czasem do zagospodarowania. To jak podróżujemy do pracy, w jaki sposób bawimy się z dziećmi, jak się relaksujemy, zależy od nas. Więc od nas również zależy czy te 8h, zaowocuje w przyszłości wygodnym życiem. Zaskoczyłam Was tym, jak dużo czasu macie codziennie by zmienić Swoje życie?

Skoro tak, to niezależnie od tego która jest godzina, już dzisiaj wyjdź na spacer lub wykonaj proste ćwiczenia w domu (uczący się dopiero chodzić niemowlak nie zaczyna od biegu, tylko stawiania kroków powoli i z uwagą). Na YouTube jest ich całkiem sporo np. po wpisaniu „trening dla seniora” 😉 (sorry, ale jeśli Twoja dotychczasowa aktywność fizyczna ograniczała się do jazdy na rowerze 2 razy w miesiącu w okresie od maja do wrześnie oraz jednym spacerze tygodniowo, Twój wiek biologiczny jest zapewne wyższy niż ten wynikający z metryki i najwyższa pora dostosować poziom aktywności fizycznej właśnie do niego).

Jutro zrób to samo! Częściej wstawaj od biurka w czasie pracy, idź na długi spacer lub wykonaj krótką wieczorną gimnastykę przed prysznicem.

Życzę Ci powodzenia i mądrego korzystania ze wszelkich „wygód”.

Agata Bujak-Wółkiewicz